niedziela, 14 lipca 2013

Prolog

*3 lata wcześniej*
- Mamo idę do Melanie, wrócę koło 20 - krzyknęłam informując mamę o wyjściu
- Uważaj na siebie córciu i bez głupot tam - usłyszałam za sobą słowa mamy. Pośpiesznie z uśmiechem na ustach doszłam do domu Mel, która jak zawsze czekała na mnie z kubkiem ciepłej herbaty.To już taka nasza tradycja.Codziennie o 18 przychodzę do niej, razem wypijamy herbatę, gadając o przeróżnych rzeczach o których nikt inny za pewne by nigdy nie rozmawiał. Lubiłyśmy być inne, miałyśmy wiele tajemnic o których nikt nie wiedział. Nie lubiłyśmy jak ktoś na siłę chciał nas poznawać, wyciągać od nas informacje lub nagadywać na innych. Wolałyśmy spędzać czas same bez żadnych piżama party, oglądania romantycznych filmów albo łażenia  po sklepach bez celu. Fajniej było posiedzieć w domu i się porządnie powygłupiać gdy rodziców nie było w domu. Nasi rodzice zawsze uważali, że jesteśmy dziecinne i na swój sposób urocze, ale my same tak nie myślałyśmy. A powracając do tematu. Tego wieczoru jak każdego innego mówiłyśmy o tym jak by to było gdyby pies był w ciąży z człowiekiem, przecież tak się nie da !
- Holly ? - powiedziała pytająco przyjaciółka, ja tylko kiwnęłam głową co miało oznaczać ,,co?", ale przypuszczam, że wyszło jak coś w stylu ,,cześć jestem świrem" zaśmiałam się w myślach jednak widząc smutną minę koleżanki skarciłam się i zachowałam powagę
- Mel, powiesz wreszcie o co chodzi ? - pytałam zniecierpliwiona, jednak ona tylko wybuchnęła płaczem i przytuliła mnie z całych sił - ej mała, co jest ? - teraz byłam na prawdę zdezorientowana Melanie płakała, a ja nie wiedziałam czemu
- Nie wiem jak to powiedzieć - przerwała żeby przetrzeć nos chusteczką - ja się wyprowadzam
- Ale jak to ? Dlaczego ? Nie możesz ! - powiedziałam na jednym wdechu
- Muszę, tata znalazł tam lepszą pracę - tłumaczyła jeszcze mocniej się we mnie wtulając. Powiedziała jeszcze tylko, że wyprowadza się za tydzień, bo niestety wybiła 20 i musiałam iść do domu. Całą drogę myślałam o tym co będzie jeśli się wyprowadzi.Z kim będę rozmawiać codziennie ? Z kim będę gadać na te cholernie głupie tematy jak nie z nią ? Moją najlepszą przyjaciółką.I wtedy z zamyślenia wyrwał mnie pisk opon. Stanęłam przestraszona i sparaliżowana tym co zobaczyłam. Na moich oczach doszło do wypadku. To stało się tak szybko. Nie wiedziałam jak zareagować. Podbiegłam bliżej, chciałam sprawdzić co z osobami będącymi w samochodzie. Czarna skórzana kurtka i długie blond włosy, czarny terenowy samochód. Przecież to moja mama. Nie to niemożliwe. Przecież ona była w domu, nie miała nigdzie jechać. To niemożliwe. Jeszcze bardziej przerażona zadzwoniłam po pogotowie, które po chwili było na miejscu, następnie wykręciłam numer do ojca
- tato, mama jest w domu ? - zapytałam z nadzieją
- nie, nie ma przed chwilą pojechała do sklepu,a o co chodzi ? - nie byłam wstanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Telefon wypadł z mojej ręki, a ciało odmawiało posłuszeństwa.

*2 tygodnie później*
Drugi tydzień to samo. Codzienne dobijanie się do moich drzwi, prośby o to bym jadła, piła, wyszła na dwór, a ja po prostu miałam dość. Miałam dość życia i tych wszystkich ludzi którzy nie próbowali zrobić nic by uratować moją mamę. Czemu pozwolili jej umrzeć ? Dlaczego dali jej odejść ? Od czasu wypadku nie widziałam się z Melanie tęsknie za nią, ale nie mam wystarczającej ilości sił żeby się z nią spotkać. Chcę żeby moja mama teraz przy mnie była nikt inny. Chcę iść do niej, przytulić się do niej i powiedzieć jak bardzo ją kocham. Łzy już po raz tysięczny spływały po moim policzku. Sięgnęłam po żyletkę i wycięłam sobie inicjały, jej inicjały na ręku. Nie wiem który raz już to robię, nie potrafię zliczyć nawet ran na moim brzuchu, nogach, ramionach, rękach plecach, szyi czy twarzy. Wtedy na myśl przyszła mi pewna rzecz, a mianowicie śmierć. Przecież to dzięki niej mogłabym się spotkać z moim aniołem, z moją mamą. Zrobiłam głębokie cięcie które spowodowało wyraźne krwawienie z mojej ręki. Szeptałam modlitwę, prośbę do Boga żeby zabrał mnie i skrócił moje cierpienia. Straciłam przytomność, więcej nie pamiętam. Obudziłam się następnego dnia, a przynajmniej tak mi się wydawało.
- co ja tu robię ? - zapytałam taty siedzącego na krześle obok mojego łóżka
- córeczko, jak bardzo cieszę się, że się obudziłaś - uniknął odpowiedzi na moje pytanie tato i przytulił mnie z całych sił
- A gdzie jest mama ? Gdzie poszła ? Czemu jej tutaj nie ma ? - zadawałam głupie pytania z nadzieją, że powie ,, zaraz przyjdzie, nie martw się " niestety odpowiedź była inna
- kochanie mama umarła 3 tygodnie temu - wpadłam w szał gdy to usłyszałam. Nie wiem dlaczego próbowałam wmówić sobie, że ona żyje
- Ona żyje ! Ona tu przyjdzie ! Zadzwonię do niej  pewnie się martwi,a  może mnie szuka chyba lepiej wrócę do domu bo będzie zła - powtarzałam po cichu zbierając powoli moje rzeczy i chciałam już wyjść ze szpitala gdy jakaś kobieta mnie zatrzymała. Zaprowadziła mnie do lekarza. Zadawał mi dziwne pytania. Kiedy ostatni raz jadłam, pytał o mamę, od jak dawna się tnę a później ? Później zamknęli mnie w tym białym więzieniu. Gdzie spędziłam najgorsze 2 lata w moim życiu. Poznałam tam Williama. Polubiłam go, był moim przyjacielem, a siedział w tym pieprzonym psychiatryku z podobnego powodu. Jego tata zmarł. Dużo rozmawialiśmy i naprawdę się zżyliśmy jednak on po roku wyszedł i zostałam praktycznie sama. Melanie przychodziła, ale musiała iść przed 21, bo wtedy wszyscy musieli być w swoich pokojach.I tak minęły 2 lata, wtedy pozwolili mi wyjść i zaczęłam żyć na nowo.

____________________________________________________

Prolog długi, ale to chyba dobrze.Proszę komentujecie. Ja i Zuza włożymy wszelkie starania w to żeby blog, a raczej opowiadanie wam się spodobało.

2 komentarze:

  1. Super! Czekam na 1 rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje sister :* Ale macie wyobraźnie xD tak jak Ja. Nie możecie pisać o czymś weselszym? Wiadomo, że takie smutne to wzrusza i jest fajne. xD

    OdpowiedzUsuń